Recepcjonista powiedział, że hotel ma tylko trzy piętra, więc nie zrozumiałem, dlaczego klucz miał numer cztery i przywieszkę z cyfrą wyrytą dwa razy, jakby ktoś bał się, że ją przeoczę.
Pokój był na końcu korytarza, za drzwiami, których nie było na planie ewakuacyjnym. W środku pachniało mokrym płótnem. Łóżko było pościelone po jednej stronie, a poduszka po drugiej miała wgniecenie, świeże, jeszcze ciepłe.
Położyłem się na brzegu i wyłączyłem światło. Około trzeciej materac ugiął się obok mnie. Nikt nic nie powiedział. Po chwili usłyszałem swój własny oddech, ale to nie był mój oddech, bo ja wstrzymywałem powietrze.
Rano recepcjonista zapytał, czy dobrze spałem. Kiedy odpowiedziałem, że obok ktoś leżał, skinął głową i skreślił coś w zeszycie. Pod moim nazwiskiem była już cała kolumna kresek.
1 min czytania